piątek, 21 listopada 2014

Pieczona łopatka jagnięca


Wiecie, że ponoć 30 lat temu w Polsce hodowano ponad 5 milionów owiec? 5 milionów, które były hodowane głównie dla skóry i wełny, a co z mięsem? Wtedy jedynie dostępne było mięso ze starych owiec, które wcale nie było smaczne, a jego specyficzny aromat był bardzo intensywny. 
Od dziecka babcia wiele razy wspominała o baraninie i o tym, że kiedy dobrze się ją przygotuje -  wymoczy w mleku  to cały "aromacik" z niej uleci. Z pewnością znała się na rzeczy, ale jakoś świadomość o specyficznym zapaszku w mojej pamięci nie była zbyt zachęcająca. Wszystko zmieniło się pewnego dnia kiedy w restauracji polecono nam duszoną baraninę i zachwalano jak jest wyśmienita! Pamiętam jak dziś, że byliśmy w trójkę i wszyscy ją zamówili. Pierwszy kęs z lekką obawą i dystansem, a później ... euforia! Cudowne mięso, rozpływające się w ustach i po pierwszej porcji chciałoby się wrócić następnego dnia na powtórkę!
Mam wrażenie, że przez te 30 lat wiele w naszej świadomości się zmieniło, jesteśmy bardziej świadomi tego po co sięgamy z półek i szukamy produktów dobrej jakości. Dzisiaj hodowla owiec w Polsce szacowana jest na około 200 tysięcy, a my chyba nie do końca daliśmy jagnięcinie / baraninie szanse! 
Czy wiecie, że owce są jednymi z nielicznych ssaków, które nie chorują na choroby nowotworowe? Wszystko przez kwas orotowy, wyjątkową witaminę B13, która znajduje się w tkankach i mleku owiec! Kwas orotowy ma magiczne działanie - zapobiega namnażaniu się komórek nowotworowych, wspomaga trawienie, chroni wątrobę przed toksynami i zanieczyszczeniami! Czy to nie jest fantastyczne? Ale jagnięcina ma do zaoferowania znacznie więcej - jagnięcina jest chudym mięsem, a tłuszcze które w nim się znajdują są to głównie wielonienasycone kwasy tłuszczowe, które obniżają np. stężenie złego cholesterolu we krwi i regulują metabolizm glukozy! 
Skoro mięso jest tak zdrowe i zdecydowanie pyszne czemu nie sięgamy po nie częściej? Z tego co już zdążyliśmy się dowiedzieć mięso z owiec hodowanych w Polsce jest inne od tego z Nowej Zelandii, to sprowadzane jest delikatniejsze i ma mniej intensywny smak i aromat. Ale czemu nie mamy przekonać się o tym sami? W sklepach MAKRO znajdziemy duży wybór mięsa jagnięcego, zarówno krajowego, jak i zagranicznego. Możemy wybierać np. między łopatką, a udźcem. Między golenią a combrem, albo combrem French Rack?! Zresztą po więcej informacji zapraszamy na stronę MAKRO, gdzie znajdziecie wiele informacji o jagnięcinie i jej zastawaniu w kulinariach - Jagnięcina w MAKRO

Zapraszamy Was dzisiaj na wolno pieczoną łopatkę jagnięcą, która dosłownie rozpływa się w ustach, a mięso jest bardzo delikatne i dobrze doprawione. Polecamy! 




Składniki:

ok. 1 kg łopatka jagnięca z kością, 
2 zmiażdżone ząbki czosnku,
1 łyżeczka sumaku,
1/2 łyżeczki kuminu,
1/2 łyżeczki kolendry,
1 łyżeczka pasty harrisa,
1 łyżeczka ostrej papryki,
sok z połowy cytryny,
sól, pieprz,
3 łyżki oleju,
1/2-3/4 litra wody

Mięso umyć i osuszyć. W miseczce wymieszać wszystkie przyprawy, na koniec dodać sok z cytryny i olej. Tak przygotowaną marynatą natrzeć mięso, a następnie przełożyć do naczynia żeliwnego lub żaroodpornego, dorzucić zmiażdżone ząbki czosnku i podlać połową wody.
Naczynie wstawić do piekarnika nagrzanego do 220 stopni i piec bez przykrycia przez 30 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez około 3 godzin pod przykryciem. Podczas pieczenia co jakiś czas mięso polewać powstałym sosem, w razie gdyby było go za mało uzupełniamy pozostałą wodą.

Mięso podać ze świeżymi warzywami, granetem, ziołami i kuskusem.

Smacznego :) 








wtorek, 18 listopada 2014

Duszony jeleń w czerwonym winie



Dziczyzna kojarzy mi się ze świętami, moja mama przygotowywała  duszonego jelenia na obiad w pierwszy dzień świąt. Pachniało w całym domu, a babcia opowiadała jak wiele lat temu dziadek chodził na polowania i jakie rarytasy trafiały na stół.

Dla nas święta zawsze były okresem, który dawał nam możliwość spędzenia ze sobą czasu, ale też chwilami, które dają nam możliwość na rozpieszczanie się! Dokładnie tak, rozpieszczanie! Zawsze było na stole coś, co każdy uwielbiał!

Święta i wyjątkowe okazje to czas kiedy powinniśmy przygotować coś, czego nie robimy na co dzień. Coś takiego co da nam poczucie ważnej chwili, wyjątkowości tego dnia. Pozwólmy sobie pokochać dziczyznę w święta, a z pewnością zagości częściej na naszych stołach!

Dziczyzna jest o wiele zdrowsza od mięsa hodowlanego, zawiera przede wszystkim znacznie mniejszą ilość tłuszczu, poza tym zawiera mioglobiny (dzięki niej mięso ma mocno czerwony kolor),  która jest świetnie przyswajalnym źródłem żelaza. Takie mięso jest wolne od antybiotyków i pasz wzbogacanych różnymi dodatkami, w końcu te zwierzęta żywią się tylko tym co aktualnie rośnie w lasach i na łąkach!
Zresztą jeśli chcecie poczytać o dziczyźnie i jej zastosowaniach kulinarnych zapraszamy Was serdecznie na stronę MAKRO.

W MAKRO wybór dziczyzny mamy ogromny! Sami stojąc przed zamrażalką długo zastanawialiśmy się co wybierzemy! Jaki rodzaj mięsa i co z niego zrobimy! W MAKRO znajdziemy karkówkę, udziec i comber z jelenia; comber i udziec z sarny, a ponadto łopatkę, gulasz, szynkę i schab z dzika!
My następnym razem wybierzemy coś z sarny!

Dzisiejsza propozycja to duszone mięso z udźca jelenia, z warzywami w czerwonym winie. Idealnie smakuje z ziemniaczanym puree i np. buraczkami.





Składniki:

ok. 800 g udźca z jelenia,
3 średnie marchewki,
2 średnie pietruszki,
200 g pieczarek,
5-6 szalotek,
2 szklanki czerwonego wina,
1/2 litra wody,
1/2 litra bulionu warzywnego/wołowego,
1/2-1 łyżeczka tymianku,
sól, pieprz, 
olej rzepakowy

Mięso umyć i osuszyć, pokroić w większą kostkę.
Marchewki i pietruszki obrać, pokroić w grubsze talarki, większe pieczarki pokroić na ćwiartki lub połówki, a szalotki obrać i zostawić w całości.
Mięso obtoczyć w mące i przyprawić solą oraz pieprzem, obsmażyć partiami do zrumienienia, a przesmażone mięso umieścić w garnku. Kiedy wszystkie kawałki są już usmażone na patelnie wlewamy wodę i doprowadzamy do wrzenia, w między czasie zeskrobując drewnianą łyżką pozostałości ze smażenia mięsa, a następnie  przelewamy do garnka.
Dolewamy wino oraz bulion i doprowadzamy do wrzenia, następnie dusimy na wolnym ogniu około 30 minut. Po tym czasie przesmażamy wszystkie warzywa z przeciśniętym przez praskę czosnkiem na patelni, przyprawiamy solą, pieprzem oraz tymiankiem i dorzucamy do gotującego się mięsa. Całość dusimy dalej około godziny, do czasu aż mięso będzie miękkie.
Na koniec doprawiamy do smaku, a jeśli zajdzie taka potrzeba zagęszczamy sos przy pomocy wody i mąki.

Smacznego :)











piątek, 7 listopada 2014

Zupa rybna


Jadacie zupy rybne? Często je robicie? W naszych rodzinnych domach nigdy zupy rybnej się nie robiło. W książkach kucharskich zupa rybna wydaje się być okropnie czasochłonnym przedsięwzięciem, które w dzisiejszych czasach jest tematem trudnym do ogarnięcia - kilka kg rybich łbów i resztek z filetowania wszystko gotujemy na wolnym ogniu najlepiej z sokami z małży, potem dopiero szykujemy kilka kilogramów ryb, które następnie będziemy dodawać. Jeszcze lepiej zostawić sam bulionn na noc, aby aromaty dobrze się ze sobą połączyły i dopiero następnego dnia wykończyć zupę. 
Z pewnością taka zupa jest absolutnie wspaniała, ale czemu nie zrobić czegoś prostszego?!
Myśleliśmy, przeglądaliśmy i w końcu się zainspirowaliśmy, chcieliśmy coś aromatycznego, pikantnego i z dużymi kawałkami ryb. Kiedy tak zastanawialiśmy się nad przepisem i myśleliśmy o tym co było w książkach kucharskich stwierdziliśmy, że skoro sok z małży jest tak pomocny, to my je dodamy jako przysłowiową kropkę nad i! :)
Zupę przygotowaliśmy z łososia, polędwicy z dorsza oraz z miętusa! Tak jak łososia i dorsza z pewnością dobrze znacie, tak z miętusem nie każdy mógł się już spotkać. Jadłam go pierwszy raz w zeszłym roku i do dnia dzisiejszego pamiętam jego smak. Pyszna, bardzo mięsista ryba. Łatwo się filetuje i ma bardzo ładny kolor skóry. Koniecznie spróbujcie tej ryby przy nadarzającej się okazji!

Kiedy pojechaliśmy do MAKRO  po ryby i zobaczyliśmy te wszystkie piękne okazy ciężko było oprzeć się pokusie i nie wyjść ze sklepu z setkami siat z rybami i owocami morza! Wszystko co chcecie - ryby słodko i słonowodne, te polskie i z zagranicy! Do koloru do wyboru - ze skórą i bez, w całości i filet, filet albo polędwica! I powiem Wam zupełnie szczerze, że aż trochę obawiam się kolejnej wizyty w MAKRO, bo ryby i owoce morza kocham miłością wielką, więc wszystko będzie dalej kusić!
A jeśli zależy nam na jakiejś konkretnej rybie czy owocach morza możemy zadzwonić do wybranej przez nas hali i poprosić o połączenia z działem, gdzie możemy uzyskać wszelkie informacje na temat dostawy, asortymentu i ewentualnie złożyć zamówienie (z wyprzedzeniem) na to co nas interesuje! Zobaczcie koniecznie na końcu postu część działu rybnego MAKRO - robi wrażenie, prawda?
Zresztą do ryb z MAKRO jeszcze wrócimy :)



Składniki:

1 kg ryb (łosoś, dorsz, miętus),
500 g małży,
1 i 1/2 puszki pokrojonych pomidorów,
750 ml bulionu warzywnego,
1 duża szalotka,
1 duży ząbek czosnku,
1/4 łyżeczka tymianku,
1 pełna łyżeczka wędzonej papryki,
1 pełna łyżeczka papryki ostrej,
1/4 łyżeczka suszonych płatków chilli,
natka pietruszki,
oliwa z oliwek,
sól, pieprz

Ryby dokładnie umyć i osuszyć, z filetów pozbyć się ości przy pomocy pęsety, a ryby w całości należy wyfiletować - najlepiej na początku zrobić nacięcie wzdłuż kręgosłupa oraz głowy i dokładnie, delikatnymi podłużnymi ruchami wycinać filet od ości. Kiedy filet już jest wycięty, następnie pozbywamy się brzydkich końcówek i ściągamy skórę.
Przygotowaną rybę kroimy na większą kostkę, najlepiej taką 3-4 cm!
Małże oczyszczamy z zanieczyszczeń i odkładamy na bok. Szalotkę drobno siekamy, czosnek kroimy w cienkie plasterki lub przeciskamy przez praskę.

W garnku o grubym dnie, na oliwie z oliwek należy zeszklić drobno pokrojoną szalotkę, dodajemy czosnek i przesmażamy całość około minuty. Następnie dodajemy wszystkie przyprawy - paprykę, płatki chilli oraz tymianek, przesmażamy jeszcze chwilę całość i dodajemy pomidory z puszki. Kiedy pomidory chwilę się przesmażą dolewamy do garnka bulion warzywny, doprowadzamy do wrzenia i delikatnie wkładamy pokrojone ryby. Przykrywamy pokrywką i po 4 minutach dorzucamy małże. Następnie należy wszystko delikatnie przemieszać i ponownie przykryć pokrywką. Po około 6-8 minutach zupę doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Gotową zupę nakładamy w miseczki, posypujemy posiekaną natką pietruszki.
Podajemy natychmiast ze świeżym pieczywem.

Smacznego :)















wtorek, 4 listopada 2014

Ciasto ze śliwkami


Dzisiejsza propozycja to super prosty i super smaczny placek, do którego pasują wszystkie owoce! U nas skończyło się na śliwkach, bo w sezonie musi być chociażby jeden wypiek ze śliwkami! Prawda? 
Przepis od niezawodnej Doroty z Moich Wypieków!



Składniki:

160 ml oleju słonecznikowego,
1 szklanka drobnego cukru do wypieków,
1 duże jajko,
skórka otarta i sok wyciśnięty z 1 cytryny,
600 g jogurtu greckiego,
500 g mąki pszennej tortowej,
2 łyżeczki sody oczyszczonej,
600 - 700 g dowolonych owoców ( u nas duże śliwki)

Wszystkie składniki na ciasto powinny być w temperaturze pokojowej!


W misce wymieszać trzepaczką do połączenia olej, cukier, jajko, skórkę i sok z cytryny.
Następnie dodać jogurt i dokładnie wymieszać. Na koniec dodać przesianą mąkę z sodą i połączyć z masą. 
Ciasto powinno wyjść gęste.
Ciasto pieczemy w blaszce o wymiarach 22 x 33 cm*, wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia. Na tak przygotowaną formę wykładamy ciasto, dokładnie wyrównujemy i układamy na wierzchu owoce - stroną rozciętą do góry.

Ciasto pieczemy w 160 stopniach przez około 50-60 minut, do tzw. suchego patyczka.
Upieczone ciasto wyjąć, wystudzić i oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego :)

Ps. My piekliśmy ciasto w 20 cm formie do tarty i drugiej małej foremce!
Do ciasta możemy dodać posiekany świeży tymianek, aby dodać trochę świeżego aromatu :)



piątek, 31 października 2014

Mule w białym winie


Wczoraj wspominaliśmy Wam o nowych projektach i współpracach, a dziś o jednej z nich możemy Wam w końcu powiedzieć!
Zaczynamy współpracę z Makro. Z pewnością wielu z czytelników bloga sklep odwiedza, a jeśli część z Was sklepu nie zna, bo np. nie ma karty - mamy dobrą wiadomość - mamy dla Was do rozdania karty do Makro - jesteście zainteresowani?

Kiedy jeszcze mieszkałam w rodzinnej Bydgoszczy uwielbiałam jeździć z Tatą na zakupy do Makro. Te pełne, wysokie półki onieśmielały, ale dawały również poczucie sklepu pełnego skarbów. Było zawsze wszystko o czym tylko można było zamarzyć!
Do dziś dnia zawsze przekraczając próg Makro mam motyle w brzuchu i ciarki na plecach, to wszystko z ekscytacji - ciekawa jestem co tam znajdę, czym zostanę zaskoczona. Przez lata Makro dojrzało i zmieniło się dla nas - dla ludzi świadomych i poszukujących dobrej jakości produktów. Nas osobiście zachwyca wybór ryb i owoców morza, a ponadto mięsa - czy świeże czy mrożone - wybór jest ogromny, a dodatkowo sami możemy zdecydować czy np. jagnięcinę chcemy kupić taką z Polski czy z Nowej Zelandii. Od nas zależy czy wybieramy lokalnych producentów czy towar eksportowy, ale najważniejszy jest fakt, że mamy możliwość wyboru! Chcemy Wam pokazać jakie skarby znajdziecie w Makro i opowiedzieć o dobrym jedzeniu.
Zapraszamy na mule! Pyszne, świeżutkie i pachnące morzem!






Składniki:

1 kg muli,
3/4 szklanki białego wina,
1/4 łyżeczki imbiru, pokrojonego w cienkie paseczki,
1 ząbek czosnku,
łyżeczka posiekanych łodyg kolendry,
garść listków kolendry,
świeża papryczka chilli,
1 średnia szalotka,
150 g pomidorków koktajlowych,
oliwa z oliwek

W garnku o grubym dnie na oliwie zeszklić drobno pokrojoną szalotkę, po chwili dodać przeciśnięty przez praskę lub drobno pokrojony czosnek. Kiedy czosnek delikatnie się podsmaży, ale nie zrumieni dodajemy drobno pokrojony imbir, posiekane łodygi kolendry, przekrojone na pół pomidorki koktajlowe oraz odrobinę pokrojonej w plasterki chilli - ilość uzależniona od gustu. Następnie dodajemy białe wino i całość zagotowujemy.
Do gotującego się wina wrzucamy mule, doprowadzamy całość do wrzenia i przykrywamy garnek pokrywką gotując dalej około 6 minut. W trakcie gotowania potrząsamy, lub mieszamy zawartość garnka, aby wszystko mule były pokryte sosem.
Na koniec dodajemy świeże liście kolendry i mule podajemy ze świeżym pieczywem i np. masłem czosnkowym.